Kiedy się spotkali, mieli tylko siebie i parę groszy na parasol. Świeżo upieczeni małżonkowie zostali bez dachu nad głową i miejsca na ziemi. Z pomocą przyszedł im napotkany Gogo. Mogli zamieszkać w jego teatrze. Nie mogli – zaglądać do szafy. Pod żadnym pozorem! Kiedy ciekawość przerosła prośby i zakazy oto zaczęło się dziać – w życiu głównych bohaterów i na scenie… 

Moim domem było i jest moje dzieło. Obraz, spektakl, teatr, scena.

Tadeusz Kantor


„Tutaj nic nie ma” – powiedzieli najpierw nowi mieszkańcy teatru, ale Gogo zaprzeczył: „Jak to? W teatrze nic nie ma?”. Siłą wyobraźni stworzył w mig stół, krzesła, ciepły dom, a nawet – morze i góry. Nie pozwolił jedynie otwierać tajemniczej szafy. Minęło kilka lat, kolejne urodziny ich córki były dla niej bardzo smutne. Rodzice nie mieli pieniędzy na prezent. Zrządzeniem przypadku otwarta została szafa. Para znalazła w niej przepiękną lalkę oraz rekwizyty – królewskie korony i szaty. Ta sytuacja stała się początkiem intryg, kłamstw i niezrozumienia, jakie zapanowały w kochającej się dotąd rodzinie. I tu sytuację próbował uratować Gogo (z nieodłączną pacynką Pusi), wywołując, a właściwie „ogłaszając” – burzę.

Sztuka Andrzeja Maleszki była wielokrotnie wystawiana przez kolejne zespoły teatralne, które w Konińskim Domu Kultury prowadziła Elżbieta Gierasimow-Zakowany (premiery: 2001, 2003, 2007 – przyp. red.). Ma ona przesłanie, świetnie napisaną historię i dialogi, a przede wszystkim – nie ma w niej żadnej drugoplanowej roli. Każdy z aktorów amatorów może się wykazać swoimi umiejętnościami, zbudować aktorską kreację, być sceniczną osobowością. Temat, jaki podejmuje w kontekście baśniowości i teatralności autor „Burzy w teatrze Gogo” nie należy w gruncie rzeczy do najprostszych. Komu możemy zaufać jak nie rodzicom? Przez kogo powinniśmy czuć się bezgranicznie kochani i akceptowani? Dlaczego czasem dzieje się tak, że chcemy być lepsi niż jesteśmy, krzywdząc przy tym najbliższych? Dlaczego chcemy zmieniać tych, których kochamy?

Ta niedługa sztuka pełna jest mądrości, ale nie tej serwowanej wprost, lecz zmuszającej do myślenia i zadawania sobie trudnych pytań. Wiadomo, jak każda baśń, zawiera drugie, emocjonalne dno. Młodzi ludzie z Teatru „Waliza” przedstawili ją w sposób nie narzucający, po latach pracy z Elżbietą-Gierasimow-Zakowany posiedli wiedzę na temat warsztatu aktora, dykcji, emisji głosu. Są swobodni na scenie, z łatwością opanowują jej przestrzeń. Panują też nad ciałem, gestem, mimiką. W tak niedługim czasie, osiągnęli tak wiele.

W „Burzy”, którą oglądaliśmy 1 czerwca tego roku tytułową rolę Gogo zagrała Weronika Szkudlarek, utytułowana recytatorka, laureatka prestiżowych konkursów słowa w mieście, regionie i kraju, podobnie zresztą jak inni jej koledzy z zespołu. Mamę Dziewczynki, córki głównych bohaterów, a zarazem Królową (po przemianie) zagrała Alina Kacprzak, która była w tej kreacji i pełna zwątpienia, i zawodu, ale również nieprzejednana i władcza. Jej scenicznym partnerem był ojciec i Król – Krystian Maciejewski, młody aktor obdarowany wielkim talentem i znakomitym głosem. Zagubioną Dziewczynę, córkę przedstawiły widzom dwie aktorki z „Walizy”: Estera Karpińska (do otwarcia szafy, także w roli narratorki) oraz Weronika Andrzejczak (od momentu, gdy szafa została otwarta, stając się przyczyną nieszczęść). Jako Lalkę-intrygantkę zobaczyliśmy z kolei Julkę Smogór, która miała utrudnione zadanie. Ta postać narzuciła jej sposób poruszania się i zachowania, o którym młoda aktorka musiała cały czas pamiętać.

I jak to w baśniach bywa, udało się zapędzić demony do szafy. Bohaterowie spektaklu wrócili do swego dawnego życia. Zaczęli widzieć je, takim jakie jest. Bez wyobrażeń o tym, ile trzeba mieć pieniędzy, by poczuć się ważnym, dostrzegli też w końcu swoją córkę.

Była to ostatnia „Burza w teatrze Gogo”, którą w Konińskim Domu Kultury reżyserowała z młodzieżą Elżbieta Gierasimow-Zakowany. Instruktor recytacji i teatru wychowała pokolenia miłośników poezji, literatury i teatru. Jeśli nawet nie zostali aktorami, reżyserami, scenarzystami, praca z nią uczyniła ich wrażliwymi i świadomymi odbiorcami tych sztuk.

Premierą „Burzy” Elżbieta Gierasimow-Zakowany żegnała się też ze swą instruktorską pracą. W imieniu zespołu podziękowała jej za nią dyrektor Konińskiego Domu Kultury – Elżbieta Miętkiewska-Markiewicz. Instruktorka, której dążenie do perfekcji i szczegółu docenili też młodzi aktorzy – została przez nich obdarowana bukietem kwiatów i dobrym słowem. Mamy nadzieję, że to tylko pożegnanie z miejscem, bo tacy ludzie nie przechodzą przecież na emeryturę. To tylko kwestia umowy, zupełnie jak w teatrze! Nie żegnamy się więc  z Tobą, Elu. Dziękujemy po prostu, że mogliśmy z Tobą pracować i uczyć się od Ciebie rzeczy dobrych i mądrych.

Warto również dodać, że Pusi – pacynka i przyjaciel Gogo – został wynaleziony przez plastyczkę z KDK, Katarzynę Mijakowską i trochę podrasowany flamastrem. Jego nowy wygląd zainspirował też inną osobę – Teresa Krupa, mistrzyni igły stworzyła dla Gogo podobny kostium, by związać ich jeszcze mocniej. Spektakl wypełniała też świetnie dobrana muzyka autorstwa Seweryna Krajewskiego („Niech żyje bal”, słowa: Agnieszka Osiecka), Krzysztofa Logana Tomaszewskiego („Z potrzeby duszy i serca”), Yanna Tiersena (wątki z filmu „Amelia”) oraz Clintona Masella (”Requiem dla snu”).

PS. 29 maja jurorzy XXX Wojewódzkiego Konkursu Recytatorskiego im. Juliusza Słowackiego w Miłosławiu złożyli Elżbiecie Gierasimow-Zakowany podziękowania za: niestrudzoną aktywność instruktora, która rokrocznie owocuje wspaniałymi występami kolejnych pokoleń miłośników sztuki słowa (podpisano: Jerzy Borowczyk i Grzegorz Ociepka). Krystian Maciejewski, Pan Młody i Król z „Burzy w teatrze Gogo” zdobył tam wyróżnienie.


Fot. Andrzej Moś

REKLAMA:
Click here to download Adobe Flash Player for proper displaying of this page...
Click here to download Adobe Flash Player for proper displaying of this page...

Relacje

Zapowiedzi

Odwiedź również