Mówi się o nich: TREvoci to artyści nowej generacji. Słusznie, bo ci trzej operowi tenorzy na scenie Konińskiego Domu Kultury stworzyli znakomity koktajl z najprzedniejszych składników współczesnej muzyki, każdemu przy okazji dodając blasku i dramaturgii.  

 
TREvoci, czyli Voytek Soko-Sokolnicki, Mikołaj Adamczak i Miłosz Gałaj, z towarzyszeniem instrumentalistów z Darek Tarczewski Ensemble zaproponowali konińskiej publiczności muzyczną podróż. Zaczęli od motywu z „Misji” Rolanda Joffé, by szybko przenieść się na motywy latynoskie: „Bésame mucho”, „Granada”. I znowu stylistyczny przeskok – „You Raise Me Up”, a za chwilę „I Don't Want to Miss a Thing”. Gdyby tę ostatnią wykonywali w filmie „Armagedon”, zapewne niepotrzebna byłaby wyprawa Bruce'a Willisa – potęgą swoich głosów asteroidę by rozbili. Potwierdzili to wykonując „All By Myself”, utwór z repertuaru Celin Dion: lirycznie, aksamitnie i dramatycznie. Potem było „Halleluyah”, „ Mambo Italiano” (w czasie którego zaprezentowali niezłe przygotowanie taneczne) i nie mniej energetyczna „La Bamba”. Przejmująco w wykonaniu TREvoci zabrzmiała Freddiego Mercuryego „Show Must Go On”,  melancholijnie „My Way” Franka Sinatry.
 
Każdy z członków zespołu TREvoci ma własną karierę na scenie operowej, razem z tego repertuaru zaśpiewali, na początek koncertu, „Nessun dorma” z opery „Turandot” Giacomo Pucciniego. Po tym co i jak zaprezentowali na deskach KDK, trudno się dziwić, że przekonała się do nich publiczność na różnych scenach świata. A że dodatkowo są gadułami i dzięki temu potrafią nawiązać kontakt z publicznością…  Jak mówili: od trzech lat, bo tyle razem śpiewają jako TREvoci, są w drodze. Za kilka dni lecą z kolejnymi koncertami za ocean, do Chicago.


foto: Adam Jaroński


 

REKLAMA:
Debiuty 28
Planeta Singli 2

Zapowiedzi

Odwiedź również